Kalisz dla Dzieci - Zdrowe i aktywne życie dla Twojego dziecka

Raczkowanie to dużo więcej niż etap poprzedzający chodzenie

Luty 19, 2012 - Kasia

2

Według amerykańskiego pedagoga Paula Dennisona różnego rodzaju problemy, od dysleksji czy nadpobudliwości po kłopoty z koncentracją lub łapaniem piłki, są spowodowane złym współdziałaniem półkul mózgowych: lewej – logicznej i prawej – twórczej, która odpowiada za emocje. Połączenia między półkulami tworzą się między innymi podczas raczkowania i właśnie z tego powodu ma ono tak ogromne znaczenie. Dziecko niby tylko przemieszcza sobie to tu, to tam, świetnie się przy tym bawiąc, tymczasem w jego mózgu cały czas powstaje sprawny system „międzypółkulowych tras szybkiego ruchu”, którymi wszelkie bodźce, również te, które nie są związane z ruchem, mogą mknąć w obie strony z zawrotną prędkością. Tak wyposażony człowiek uczy się szybciej i z mniejszym wysiłkiem.
No dobrze, ale dlaczego właściwie powstają te połączenia? Ano dlatego, że każdą ze stron ciała kontroluje inna półkula: lewą – prawa, a prawą – lewa. Żeby dziecko mogło dotrzeć tam, gdzie chce, obie części jego mózgu muszą ze sobą ściśle współpracować. A nie byłoby to możliwe bez wymiany informacji. Co więcej, podczas tej współpracy muszą zachować pewną niezależność. Raczkujące dziecko nie kica przecież jak zając (ręka z ręką, noga z nogą), ani nie truchta jak wielbłąd (prawa ręka z prawą nogą, lewa ręka z lewą nogą). Maluch porusza się tzw. ruchem krzyżowym naprzemiennym (czyli prawa ręka – lewa noga i lewa ręka – prawa noga).
Raczkowanie to ważny etap w rozwoju dziecka. Dlatego lepiej nie wkładaj maluszka do chodzika, nie prowokuj do wstawania, prowadząc go za rączkę. Taki pośpiech jest nie tylko szkodliwy dla kręgosłupa, ale także zniechęca do raczkowania. Poza tym brzdąc, który z pomocą mamy osiągnął pozycję pionową, może więcej zobaczyć, więc nie ma już ochoty na „przygruntową” aktywność. Pozwól, by przemieszczał się tylko o własnych siłach (nie zmuszaj go do biegania na czworakach). Możliwe, że sam „zejdzie do parteru”, bo przy podłodze poczuje się o wiele bezpieczniej.
Uwaga! Połączenia między półkulami powstają również przy wielu innych okazjach, a więc nie denerwuj się, jeśli twoje dziecko ani myśli raczkować. Wiele maluchów (co najmniej co dziesiąty) omija ten etap rozwoju i nie ma z tego powodu żadnych problemów.

Gimnastyka całego ciała
Podczas biegania na czworakach kształtują się panewki biodrowe i naturalna krzywizna kręgosłupa na odcinku szyjnym (lordoza szyjna). Zyskują także nadgarstki (podpierając się na dłoniach, maluch przetacza ciężar ciała od strony małego palca w kierunku kciuka i z powrotem) i stopy (ustawiają się w pozycji pośredniej, tzn. ani koślawo, ani szpotawo, tylko prosto). Raczkowanie wzmacnia również wszystkie mięśnie, przede wszystkim obręcz barkową i biodrową oraz mięśnie stabilizujące kręgosłup. To nie wszystko. Goniąc mamę czy skręcając w kierunku piłki, malec ćwiczy równowagę. W czasie pełzania jego brzuszek leżał na ziemi. Teraz znalazł się wraz z pupą w górze, co oznacza, że płaszczyzna podparcia jest mniejsza niż wcześniej. Raczkujący bobas uczy się też innych rzeczy, np. orientacji w przestrzeni, oceniania odległości. Widzi więcej, niż kiedy leżał, a więc w jego otoczeniu przybywa rzeczy, które budzą ciekawość. Badając je, rozwija się intelektualnie, a im jest mądrzejszy, tym większą ma ochotę na zdobywanie nowych umiejętności.

Trudne początki
Raczkowanie nie jest wcale takie proste. Trzeba unieść ciężką pupę i spory brzuszek (czyli pokonać grawitację), a do tego zsynchronizować pracę rąk i nóg, by pomagały sobie nawzajem, a nie działały na zasadzie: „każdy sobie rzepkę skrobie”. Mózg malucha musi wydać mnóstwo rozkazów naraz: jedne mięśnie napinają się, inne rozluźniają, ręka przesuwa się do przodu, potem noga. To wszystko jest nowe i skomplikowane, zanim więc dziecko ruszy przed siebie (zrobi to zapewne około 10–11. miesiąca życia), musi potrenować. Poruszanie się w wybranym kierunku i ruch naprzemienny ćwiczy podczas pełzania. Potem buja się w przód i w tył z uniesionym brzuszkiem. Często na samym początku nauki zamiast w przód rusza „na wstecznym” albo zastyga w bezruchu. Jednak gdy już „zaskoczy”, trudno go dogonić.

Pomóż mi, mamo
Dla przypomnienia – nie musisz uczyć malca raczkowania. Bo sam zacznie to robić, gdy nadejdzie odpowiednia pora. Możesz jednak sprawić, by miał okazję i ochotę do ćwiczeń.
• Nie prowokuj do wstawania. Nie prowadź dziecka za rączkę, nie wkładaj do chodzika.
• Nie wyręczaj. Nie podawaj mu natychmiast wszystkiego, czego zażąda. Może zechce pofatygować się po gryzaczek osobiście? - - - Pozwól mu bawić się na podłodze. W łóżeczku czy kojcu jest za mało miejsca na raczkowanie. nzadbaj, by miał wolną przestrzeń Gdy w pobliżu nie ma krzeseł, nóg od stołu i innych tego typu rzeczy, nie będzie go kusiło, by podciągać się do pionu.
• Ubierz go w ubranka, które nie krępują ruchów. Łatwiej ćwiczy się w lekkich ciuszkach niż w sztywnych dżinsach.
• Dostarcz pomocy naukowych. Porozrzucaj na podłodze zabawki i inne interesujące przedmioty. Im ciekawsze otoczenie, tym większa motywacja do działania. Idealnym pomocnikiem dla raczkującego smyka jest pies czy kot (inna sprawa, że nie wszystkie zwierzaki dobrze znoszą pieszczoty niemowląt).
• Chwal. Najlepszą nagrodą za wysiłek jest aplauz publiczności.
• Nie przekarmiaj. Małym grubaskom trudniej się poruszać.

Dyskusja 2 komentarze

  • Madzik Pażdziernik 18, 2011

    Zgadzam się z Tobą!!! Ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia!!!!

  • Gosia Pażdziernik 18, 2011

    Ja mojego synka nauczyłam raczkować, wiele mnie to kosztowało (wysiłku) ale wiem, ze w przyszlości nie będę żałować, że coś przegapisłam Mam przyjaciółkę, której córka ma dysleksję. Drogie mamy wykonujcie z dziećmi wszelkie ćwiczenia - WARTO!!!!

Dodaj Komentarz

Dodaj Komentarz